Dziudzianowski dobry przykład trwa (Wspomnienia z przyszłości)

  • 16.04.2018, 23:29
  • Admin admin
Dziudzianowski dobry przykład trwa (Wspomnienia z przyszłości)
Teraz w kwietniu 2019 znowu z Dziudzianowa napłynęły dobre wieści. Kolejni tamtejsi mieszkańcy ziejący złością, którzy pogubili się w życiu, obecnie zrozumieli swój błąd i dali świadectwo nawrócenia na drogę prawdy przesyłając na ręce posła Huberta Kołatkowskiego list, w którym szczerze mówią wszystko.

My niżej podpisani serdecznie przepraszamy za całe zło jakie uczyniliśmy bezrozumnymi postępkami. Szczególnie nam przykro, że w bezwstydnym zacietrzewieniu wyrządziliśmy szkody całej ziemi dziudzianowskiej i skrzywdziliśmy wielu wspaniałych ludzi. Okazana złośliwa namolność napawa nas szczerym wstydem – pisze grupa dziudzianowian do posła Kołatkowskiego i dalej następują podpisy osób, których nazwiska nic nam nie powiedzą, bo są to mieszkańcy Dziudzianowa, a nie Ciechanowa, więc ich nie przytaczamy.

PWSZ w Ciechanowie
PWSZ w Ciechanowie
PWSZ w Ciechanowie

Spotkana na Armii Krajowej przy markecie Agata Z. (nazwisko do wiad. red.), która godzinę wcześniej dowiedziała się z Internetu o sensacji w Dziudzianowie, od razu na gorąco podzieliła się opinią z naszym przypadkowo napotkanym redaktorem: – W Dziudzianowie myślą naprawdę po chrześcijańsku. To wzór dla wszystkich. – Dla tych w Ciechanowie też? – dopytał redaktor. Tu Pani Agata w odpowiedzi zachichotała śmiechem, który powiedział wszystko i bez słowa poszła do marketu po młode ziemniaki i natkę od pietruszki.

Dość tematów dziudzianowskich, przechodzimy do tego co w Ciechanowie. Otóż przedwczoraj naszą redakcję odwiedziło trzech aktywnych mieszkańców, którzy oświadczyli, że w tym roku przypada u nas kolejna rocznica wydarzenia o znaczeniu międzynarodowym. Z tego co mówili chodzi o to, że za komuny naprzeciw „Orła” przy 17-Stycznia stała wielka stalowa konstrukcja z dyktowymi ścianami, na których był slogan „Niech żyje przyjaźń polsko-radziecka”. Pewnego razu ścięto tam dokoła trawę i rzucono pod obiekt. Po tygodniu kupa zielonej trawy wyschła i zrobiła się kupa suchego siana. Wtedy od strony mostu (dla niepoznaki chwiejnym krokiem) zbliżyło się dwóch panów, z których jeden gdy mijali obiekt odjął sobie coś od ust i pstryknął palcem w siano. Po czym nadal chwiejąc się poszli w kierunku stacji. Po pół minucie z kupy zadymiło i buchnęło ogniem, od którego zajęła się dykta i połać z napisem uległa spaleniu w trzech czwartych.

Zaraz komuna wpadła w panikę. W Komitecie Centralnym odbyła się narada z udziałem generała KGB z Moskwy. W Ciechanowie bezpieka szalała dwa tygodnie, przesłuchano półtora tysiąca osób, wyznaczono nagrodę dla konfidentów SB. Bez skutku. Społeczeństwo nic nie powiedziało komunie. Konfidenci bezpieki wykryli tylko, że jeden sprawca był w berecie, a drugi nie.

Trzeba to wydarzenie upamiętnić poprzez budowę w tamtym miejscu Obelisku z Tablicą – stwierdził pierwszy z mieszkańców. – I odsłonić z udziałem orkiestry – dodał drugi. – I żeby na odsłonięciu byli posłowie – oświadczył trzeci. Sprawę dedykujemy organizacjom właściwym w sprawie.

A teraz wiadomość z gospodarnej i gościnnej gminy Gołymin-Ośrodek. Otóż po raz drugi w tym roku tamtejszy Gminny Ośrodek Edukacji Kulturalnej (GOEK) STUDIO – tym razem w kooperacji z Podmiejskim Centrum Kultury i Sztuki (PCKiSz) im. Księżnej Kunegundy w Regiminie – przygotowuje konferencję naukową o ważnym dla świadomości historycznej wydarzeniu z drugiej połowy XVII wieku. Korzystając bezpośrednio ze źródła z epoki (odkrytego przez ciechanowskich i opinogórskich historyków w Scuola Grande di San Giovanni Evangelista w Wenecji) już dziś zarysowujemy kształt owych wypadków.

A było tak. W połowie kwietnia 1656 nisko nad Gołyminem przeleciała kometa. Ludzie poczytali to za zły omen, co się potwierdziło. Za tydzień pod Gołymin nadciągnęło cudzoziemskie wojsko w kapeluszach, a z nim ciągniona przez tuzin koni wielka bomboniera miotająca żelazne bomby. Gdy radni Gołymina odmówili otwarcia bram do grodu, działon bombardierów ustawił bombonierę na pozycji bojowej i począł strzelać w gołymińskie mury. Po szóstym strzale pękł południowo-wschodni narożnik i wydało się, że jeszcze jedna bomba, a mur runie otwierając najeźdźcom drogę do wnętrza grodziszcza. Lecz w tym momencie nagle pociemniało, polał rzęsisty deszcz ze śniegiem i zadął wicher gwałtownie. Bombardierzy przerwali bombardowanie i zmęczeni trudami dnia poszli spać do namiotów (wielu ze swymi konkubinami, które jak to ówczas w heretyckim wojsku było w modzie, bezwstydnie wozili ze sobą dla folgowania cielesnego). W tej godzinie zaś u oblężonych nastała rozpacz, bo co będzie jutro jak znów bomboniera zacznie walić bombami. I wtedy nowy zastępca naczelnika w Gołyminie, kazał przynieść długą na pięć łokci kiszkę świńską, którą dratewką zawiązał z jednego końca, a od drugiego napchał kubłem prochu, upychając dębową pałką sprawnie. Po wetknięciu lontu, tuż przed północą pod osłoną dżdżu i mroku, chyłkiem przemknął do harmaty. Gdy energicznymi ruchami wpychał kiszkę w dziurę bomboniery, cicho do niej szeptał: „– Naści bombono kiełbachy. Naści kiełbachy, kiełbachy”. Po wepchnięciu odpalił lont i w podskokach susami między namiotami pobiegł w stronę Gogól Wielkich. Jak zrobił trzy tuziny susów nagle się ziemia i niebo zatrzęsły, a chmury zakotłowały w czerwonym blasku. W miejscu gdzie stała bomboniera ział teraz dół wielki, a nad nim rozbłysł słup ognisty. Na dnie dołu poczęła bulgotać smoła piekielna, która siała wokół odór siarki. Pobledli wszyscy najeźdźcy i zatrzęśli się ze trwogi. Po nastaniu świtu jeden po drugim konno, pieszo i na wozach ruszyli precz ze spuszczonymi głowami. Jak tylko ostatni heretyk zniknął za zakrętem, ognisty słup nagle zgasł, smoła przestała bulgotać, a dół się sam zasypał ziemią i przyklepał. Gdy niebawem nadciągnęła odsiecz z Watkowa, Baczy i Pajewa-Szwelic, od trzech pacierzy Gołymin był już wolny!

Za swój czyn nowy zastępca naczelnika w Gołyminie otrzymał tytuł szambelana i dożywotnie dochody z Gogól Wielkich. I żył długo i szczęśliwie otoczony miłością przez mieszkańców ziemi gołymińskiej, watkowskiej i baczeskiej oraz gogóliańskiej i pajewiańsko-szweliczańskiej. Tak było, taka jest prawda*.

(* na podst.: Jan O. Zagłoba, „Kroniki zacnego rycerstwa na Pagórku Gąsskowym spisane”, Gąsski w Parafieyi Suleżyskiey, AD 1676, str. 72-75).

 

IWO GAWLICA

Admin admin
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu REGULAMIN. P'ART STUDIO PIOTR PSZCZÓŁKOWSKI z siedzibą w Ciechanowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe